loader

Ekspert ds. bezpieczeństwa radzi, jak reagować, by nie dopuszczać do przemocy

Polska jest relatywnie bezpiecznym krajem, ale nie jest wolna od przemocy. GUS podaje, że w 2018 roku było blisko 250 tysięcy mężczyzn i ponad 28 tysięcy kobiet prawomocnie skazanych za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu. O tym, co można zrobić, żeby zminimalizować ryzyko utraty zdrowia lub życia z powodu przemocy opowiada Robert Kotecki, doświadczony negocjator policyjny i doradca ds. bezpieczeństwa.

 

Pewien znany włoski dziennikarz, Tiziano Terzani, na bazie swoich doświadczeń z wojny w Kambodży radził swojemu synowi, żeby, gdy ktoś mierzy do niego z broni, uśmiechnął się do napastnika. Co pan na to?

 

Nie ma, niestety, konkretnych rekomendacji, do zastosowania w tego rodzaju zdarzeniach, które gwarantowałyby na 100 proc. ich szczęśliwe i bezpieczne zakończenie. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, w tym m.in. od osobowości, stanu emocjonalnego i celów agresora. Nie jest jednak wykluczone, że dobry skutek może przynieść jakaś intuicyjna, niestandardowa reakcja, jak wspomniany uśmiech, choć gwarancji nie ma. Chciałbym jeszcze w tym kontekście podkreślić, że zarówno pistolet, jak i „zwyczajny” nóż należy traktować równie poważnie, jako groźną, potencjalnie śmiercionośną broń.

 

Przestępstwa z udziałem broni palnej nie są chyba jednak w Polsce na szczęście zbyt częste. Porozmawiajmy więc o bardziej powszechnie występujących formach przemocy. Co mówią na ten temat policyjne statystyki?

 

Policja najczęściej styka się w ramach swoich interwencji z przemocą domową, której przyczyny są bardzo różne, począwszy od problemów natury psychicznej do problemów finansowych. Choć stereotypowo uważa się, że to mężczyzna jest „przemocowcem”, to jednak w praktyce nierzadko okazuje się, że jest odwrotnie. Sam w swojej pracy policyjnej nie raz zetknąłem się z sytuacjami, w których to kobiety znęcały się nad mężczyznami. (zarówno jednak ze statystyk policyjnych, jak i doświadczeń organizacji pomagających ofiarom oraz sprawcom przemocy wynika, że ofiarami przemocy domowej zdecydowanie najczęściej są kobiety i dzieci – przyp. red).

 

Co osoba obawiająca się ataku ze strony domownika może zrobić, aby do niego nie dopuścić lub też co powinna zrobić, gdy już do ataku dojdzie?

 

W przypadku przemocy domowej najczęściej problem ma naturę przewlekłą, czyli trwa już od dłuższego czasu. Rzadko się zdarza, aby ktoś zadzwonił, bo właśnie pierwszy raz doznał przemocy w domu. Przemoc domowa, czy to psychiczna czy fizyczna, zwykle narasta przez długi czas, przez co generalnie wszyscy się do niej powoli przyzwyczajają. Jeżeli się tego procesu nie zastopuje na samym początku, gdy tylko pojawią się pierwsze przejawy agresji np. słownej, to później coraz trudniej jest zapobiegać atakom i uniknąć eskalacji przemocy.

 

Jak można to zastopować?

 

Trzeba najpierw do tego mieć pewną elementarną wiedzę odnośnie zachowań przemocowych, czyli m.in. świadomość, że jak ktoś krzyczy na mnie i do mnie przeklina albo mnie popchnie czy opluje, to już jest przemoc, na którą nie można pozwalać. Jeśli ktoś na pierwsze tego rodzaju zdarzenie stanowczo nie zareaguje, to w praktyce oznacza, że daje on agresorowi przyzwolenie na dalsze takie zachowania. W efekcie, następnym razem będzie on krzyczał jeszcze głośniej, przeklinał mocniej i dojdzie do eskalacji przemocy.

 

Ale konkretnie, co wtedy trzeba powiedzieć? Jak należy zareagować? Gdy ktoś nam w domu pierwszy raz ubliża, startuje do nas z pięściami, krzyczy na nas, przyjmie agresywną postawę, wykonuje jakieś nerwowe ruchy, sięga po jakieś przedmioty albo nam grozi?

 

Jak już powiedziałem, nawet na najmniejszy tego rodzaju sygnał trzeba zareagować. Zawsze, gdy zdarzy się coś, co sprawi, że poczujemy się nieswojo. Przy pierwszej takiej sytuacji trzeba zapytać: “Dlaczego tak do mnie mówisz, dlaczego tak robisz, dlaczego mówisz do mnie podniesionym głosem, dlaczego na mnie krzyczysz?” Można też zastosować inny komunikat: “Bardzo cię proszę nie krzycz na mnie, zaczynam się ciebie bać. Przepraszam, ale jestem bardzo zdenerwowana, gdy się tak zachowujesz”. Można też ostrzec drugą stronę: “Jeśli taka sytuacja się powtórzy, to się z tobą rozstanę”. Chodzi o poinformowanie od razu, tu i teraz, tej drugiej osoby, że zrobiła coś nie tak. Jest to ważne, bo ona w silnych emocjach może nawet nie być tego świadoma, że była agresywna, że podniosła głos, przeklęła czy podniosła rękę.

 

A czego lepiej wtedy nie mówić, żeby nie pogorszyć sprawy?

 

Nie oceniajmy, nie rozkazujmy i nie pouczajmy. Nawet łagodne komunikaty w stylu „przestań”, „nie denerwuj się”, „uspokój się” mogą działać negatywnie. Lepiej jest zapytać: co się stało, że tak się denerwujesz? Można też dodatkowo opisać emocje, które się widzi u drugiej osoby: “Widzę, że się złościsz, czy mógłbyś powiedzieć z jakiego powodu?” I ktoś się wtedy powinien określić. Odbijamy zatem piłeczkę, ale nie narzucamy się. Dajemy drugiej stronie, która jest w emocjach, szansę na wyjście z tej sytuacji, dajemy jej możliwość wyboru. Dzięki temu ta osoba może poczuć się decydentem, panem sytuacji. Nikt przecież nie lubi być przesłuchiwany lub też do czegoś zmuszany. Nikt nie lubi słuchać rozkazów.

 

Z pewnością więc nie warto się w takich sytuacjach licytować, nie warto wdawać się w pyskówki, czyli nie wchodzimy na taki sam poziom agresji i emocji, którym posługuje się sprawca. Niech nasze komunikaty będą łagodniejsze, nie ostrzejsze. Ostrzejsza forma zwykle będzie eskalować agresję. Chodzi więc tutaj w praktyce o umiejętność aktywnego słuchania, która pełni w komunikacji kryzysowej kluczową rolę. Aktywne słuchanie oznacza m.in. parafrazowanie wypowiedzi drugiej osoby, odzwierciedlanie jej słów i gestów, podsumowywanie tego, co mówi. Uważne zastosowanie tych technik m.in. pozwala osobom zagrożonym przemocą czy też ofiarom przemocy dowiedzieć się, jakie konkretnie słowa czy komunikaty wzbudzają agresję u drugiej strony. Warto się więc ich nauczyć.

 

W teorii to proste, ale przecież trudno zachować spokój w takiej sytuacji i prowadzić wtedy opanowaną, uważną konwersację.

 

Owszem, nie jest to łatwe, ale można się tego nauczyć. W sytuacji kryzysowej musimy po prostu spróbować opanować własne emocje, aby być zdolnym do racjonalnego działania i zwiększyć w ten sposób szanse na pozytywne zakończenie takiej sytuacji. Nie ma wtedy zwykle czasu na jakieś zaawansowane techniki relaksacyjne. W nagłej sytuacji pozostaje nam po prostu przełknąć ślinę, wziąć głęboki oddech i zastosować jedną z wyuczonych wcześniej technik komunikacyjnych lub też technik samoobrony. Warto też przeszkolić się z pierwszej pomocy przedmedycznej, żeby w razie potrzeby wiedzieć jak pomóc sobie lub innym, a także nie zaszkodzić. Dzięki odpowiedniemu przeszkoleniu, gdy dojdzie już do sytuacji kryzysowej, wiemy, co robić. Podobnie jak w przypadku jazdy samochodem: dzięki wcześniejszemu szkoleniu wiemy gdzie jest hamulec i w czasie trudnej sytuacji na drodze po prostu robimy z niego użytek, reagujemy wtedy automatycznie. Wiedza teoretyczna i wcześniejszy trening zwiększają więc nasze szanse. Poza tym, dzięki nim jesteśmy też spokojniejsi w sytuacjach kryzysowych, bo wiemy jak się zachować.

 

Niestety jednak niewielu ludzi w Polsce szkoli się w tym zakresie, a więc wróćmy jeszcze do przemocy domowej i praktycznych rad dotyczących tego, co ma zrobić ktoś, kto został właśnie zaatakowany?

 

Gdy już ktoś biegnie na nas z pięściami, to wtedy pozostaje nam mniejszy repertuar działań do wyboru, czyli w zależności od sytuacji przede wszystkim: samoobrona, ucieczka albo próba „otrzeźwienia” agresora. Można w tym celu krzyknąć np.: “Janek, co ty robisz? Zaczynam się bać!” Ktoś, kto jest w silnych emocjach, w furii, nie myśli racjonalnie, można więc spróbować go oprzytomnić, wybić z tego amoku, wyrwać z jego tunelu myślowego. Może się on wtedy pohamować. Znając techniki komunikacji kryzysowej i samoobrony mamy więc wybór, czego w danej sytuacji użyć: kontrataku, samoobrony, krzyknięcia, chwytu obezwładniającego, komunikatów słownych, czy też ucieczki. Na podjęcie decyzji mamy wtedy często ułamki sekund, dlatego tak ważne jest wcześniejsze przygotowanie.

 

Najlepiej jednak dmuchać na zimne, czyli gdy widzimy, że rośnie u kogoś z domowników agresja i robi się niebezpiecznie, to można wtedy też po prostu wyjść z domu, np. iść do sąsiadki albo schronić się w pobliskim sklepie. Jeśli nie ma się u kogo schronić, to wtedy można wezwać policję. Choć trzeba mieć też na uwadze, że może to podziałać na sprawcę prowokująco i doprowadzić do eskalacji, np. wywołać chęć zemsty na ofierze.

 

A zwrócenie się do agresora słowami „Proszę, nie bij mnie!” może nam pomóc?

 

Nie ma niestety w tej kwestii uniwersalnych rekomendacji. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. U jednego agresora to zadziała, a u innego nie. Dla niektórych takie słowa mogą być wręcz zachętą do eskalacji przemocy, bo dadzą agresorowi poczucie władzy i mocy. Poza słowami ważna jest również postawa naszego ciała, mimika i gesty, czyli komunikacja niewerbalna.

 

No właśnie, gdy np. idziemy ulicą i naprzeciw zbliża się agresywna grupa tzw. „dresiarzy” albo „kiboli”, jaką postawę najlepiej przyjąć?

 

Tu znowu nie ma uniwersalnych recept. Zależy, na kogo trafimy i jaki jest ich cel. Może być tak, że gdy spuścimy głowę i wzrok, to agresorzy stwierdzą:  „Oho, patrzcie, idzie jakaś >>ciapa<<, to będzie dla nas łatwy cel” i to ośmieli ich do agresji. Inni jednak mogą stwierdzić: „Eee, patrzcie, jaki zestrachany, już na sam nasz widok spękał” i to im wystarczy, już takiej osoby nie zaatakują. Jeśli z kolei ktoś idąc naprzeciw takiej grupy zaprezentuje pewną siebie postawę, to wtedy też reakcja potencjalnych agresorów może być różna. Jedni stwierdzą: „O, patrzcie jaki >>kozak!<<, to może się z nim trochę zabawimy i pokażemy mu gdzie raki zimują”. Inna grupa jednak na widok takiego odważnie maszerującego człowieka może mu odpuścić. Czasem więc lepiej się skulić, a czasem lepiej być asertywnym, raz pomoże krzyknięcie, a innym razem spokojny i łagodny ton. Nie ma reguły. Przy wyborze odpowiedniej techniki pomocne byłoby wcześniejsze szkolenie, nie tylko teoretyczne, ale połączone z praktyką.

 

Wychodzi na to, że najlepiej jednak być trochę takim „supermenem”, czyli osobą przeszkoloną z technik samoobrony, komunikacji kryzysowej i udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, dzięki czemu ma się do dyspozycji szeroki wachlarz możliwości do wyboru w razie ataku.

 

Myślę, że każdy powinien być w tym zakresie przeszkolony. Pamiętajmy, że zgodnie z prawem istnieje coś takiego jak obrona konieczna, czyli prawo pozwala nam się bronić, gdy zostaniemy zaatakowani.

 

Zwłaszcza, że nie zawsze jest czas na to, żeby wezwać na pomoc np. policję.

 

Tak, i dlatego też warto się ponadto doposażyć w różne urządzenia i aplikacje zwiększające nasze bezpieczeństwo. Na przykład w telefonach można zainstalować specjalne aplikacje alarmowe S.O.S. Dzięki nim, np. po naciśnięciu trzy razy przycisku włączającego telefon urządzenie wykonuje zdjęcia z tylnej i przedniej kamery, a potem przesyła je do wskazanej osoby, wraz z danymi lokalizacyjnymi (GPS). Takie tajne powiadomienie alarmowe może nam uratować życie nie tylko w przypadku porwania albo napadu, ale może też pomóc w razie wypadku lub jakiegoś nagłego incydentu zdrowotnego. Nasze bezpieczeństwo może też zwiększyć zakup tzw. piszczyka, a także gazu do samoobrony.

 

Tego rodzaju sprzęt można kupić w sklepach militarnych. Piszczyk robi taki hałas, że może zarówno spłoszyć agresora, jak też i zwrócić uwagę innych na to co się z nami właśnie dzieje. Jeśli chodzi o gaz, to warto dodatkowo przeszkolić się z jego stosowania, żeby wiedzieć czego się spodziewać w sytuacji, kiedy się go użyje, bo przecież będzie on wtedy działał także na nas. Lepiej być na to przygotowanym.

 

1 2

O autorze